Monopole rządowe w Polsce – powszechna zmora i koszmar Polaków

Walka o miejsce w kolejce do specjalisty, próba załatwienia błahej sprawy w urzędzie czy zgłoszenie awarii u dostawcy mediów - to zajęcia dla ludzi o bardzo mocnych nerwach. Tezę tę potwierdzi każdy, kto choć raz musiał czekać kilka godzin na wizytę u lekarza lub pilnie rozwiązać problem u operatora energetycznego czy gazowego. Branże w których rząd siłą i przemocą utrzymuje monopol określonych firm czy instytucji są branżami o najgorszej reputacji, obsługa jest tam nieżyczliwa i odpychająca, konsument traktowany jest tam przedmiotowo, a jakość „usług” skandalicznie niska.

Planujesz dzień: „wchodzę, załatwiam co trzeba, wychodzę”. Jednak rzeczywistość pisze inny scenariusz: „wchodzę, Trzeci Świat – ludzie przepychają się w korytarzu, czekam”. Tłum jest tak gęsty, że nie możesz nawet oprzeć się o ścianę. Matki z małymi dziećmi i kobiety w ciąży, prosząc o przepuszczenie ich w kolejce, ryzykują, że wściekli petenci potraktują je obelgami. Temperatura rośnie. Ludzie są bliscy wyczerpania psychicznego. Nerwową atmosferę podkręcają biletomaty - jaki symbol numerka wybrać dla swojej sprawy? W całym tym piekle i chaosie nie brakuje oczywiście personelu „dbającego” o to, by nikt nie przeszkadzał mu w pracy. Paradoksalnie, praca tych osób to zwykle… obsługa petentów.

Dlaczego wciąż w tak wielu miejscach, które istnieją dzięki płaconym podatkom, podatnicy traktowani są jak intruzi i ciemnogród? Dlaczego oferta publiczna jest tak uboga i ma drastycznie niską jakość obsługi? Czy istnieje jakaś alternatywa? Jak zmienić zły PR i poprawić stan obsługi petenta w instytucjach, „służbie zdrowia” czy u dostawców publicznych mediów? Jak ma się prywatny sektor w obecnych czasach? Na te i inne pytania spróbujemy poszukać odpowiedzi.

Energetyczny moloch

Weźmy za przykład monopolistę wśród dostawców energii elektrycznej – Tauron. Firma posiada liczne, negatywne opinie na temat jakości obsługi klienta, zwłaszcza wśród osób, które choć raz przeżyły awarię w dostawie prądu. W Internecie znajdziemy tysiące skarg konsumentów, którzy doświadczyli wielogodzinnej bądź nawet kilkudniowej przerwy w przepływie energii elektrycznej. Bliżej nieokreślony termin naprawy awarii, niszczenie urządzeń elektrycznych w gospodarstwach domowych przez skoki napięcia, straty materialne spowodowane brakiem prądu (przestój w pracy przedsiębiorstw, rozmrożone produkty spożywcze, padnięte zwierzęta hodowlane, gotujące się piece CO) - to tylko początek lawiny zażaleń. W mniejszych miejscowościach podobne problemy zdarzają się bardzo często. Wielu internautów przyznaje, że gdyby istniała alternatywa - nawet kosztem nieco wyższych rachunków, zmieniliby dostawcę. W Polsce zmiana dostawcy energii elektrycznej jest jednak nie możliwa, rząd siłą i przemocą zmusza Polaków do kupowania złej jakości usługi za bardzo wysoką cenę. Obecnie prąd w Polsce jest jednym z najdroższych na naszym kontynencie licząc w cenach odniesionych do zarobków

Rząd próbuje problem zamieść pod dywan udając, że w Polsce jest wolny rynek energii i każdy może zmienić dostawcę, ale nawet to udawanie robione jest bez wiary i przekonania . Zmiana dostawcy jest tematem negatywnie nagłaśnianym przez media, które przestrzegają klientów przed podejmowaniem pochopnych decyzji. Czasem słusznie, gdyż faktyczna zmiana dostawcy energii w Polsce jest dziś niemożliwa. Firmy same sobie często wyrządzają wizerunkową krzywdę, zamieszczając w umowach liczne gwiazdki, wypuszczając w świat tłumy akwizytorów, oferując skomplikowany system naliczania taryf i opłat manipulacyjnych czy grożąc wysokimi karami za przedterminowe zerwanie umowy (przykład: Tauron i promocja „stała opłata za prąd na lata”, robiona zaraz przed obniżkami cen energii podyktowanymi spadającą ceną węglowodorów energetycznych)

Musimy mieć świadomość, że zmieniając dostawcę, wcale nie zmienimy dystrybutora. Dalej obsługa wiąże się z podwójną fakturą - od dostawcy i od dystrybutora. Firmy energetyczne coraz częściej jednak biorą formalności na siebie, łącząc faktury. Istnieje też giełda faktur, na którą możemy wystawić swój rachunek za energię. Trafia on do bazy, a następnie wraca z ofertą abonamentu o najniższej kwocie. To rozwiązanie dopiero zaczyna zyskiwać na popularności.

Skąd wiedzieć, czy warto zmienić dostawcę energii elektrycznej? Najprostszą metodą jest skorzystanie z kalkulatora, np. stworzonego przez Urząd Regulacji Energetyki.

Chora Służba Zdrowia

Od monopolistów w świecie naliczanym w kilowatogodzinach, przejdźmy do Służby Zdrowia. Każda osoba, która posiada ubezpieczenie zdrowotne w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, jest uprawniona do bezpłatnego korzystania z opieki zdrowotnej – od „zwykłej” przychodni rodzinnej, po specjalistyczne szpitale. Większość Polaków zdaje sobie jednak sprawę, że NFZ jest krytycznie przeciążony. Czas oczekiwania na wizyty u specjalistów liczony jest w latach, jakość obsługi w publicznych placówkach jest często niska, a sprzętu wciąż brakuje. Opowieści pacjentów niejednokrotnie mrożą krew w żyłach. W przychodniach brakuje elementarnych narzędzi: rękawiczek dla lekarzy, końcówek do otoskopów, patyczków do badania stanu gardła, itp. W szpitalach pacjent ma ściśle wycyrklowaną porcję każdego posiłku, sztywny grafik zmiany pościeli czy ograniczoną ilość wizyt lekarza na dzień. Ponoć krążą legendy, że gdzieś w głębi kraju ktoś widział w oddziałowej łazience… papier toaletowy. Dokładnie w tym samym czasie prywatna branża weterynarii radzi sobie doskonale, zwierzęta praktycznie zawsze mają lepszą i szybszą pomoc niż ludzie, gabinety i kliniki dla zwierząt są czyste, zadbane, personel uprzejmy, weterynarze fachowi i bardzo pomocni. To wszystko prywatne kliniki dla zwierząt oferują w przystępnych dla każdego cenach, dziesiątki razy niższych niż ta sama usługa u rządowego monopolisty. Na tym przykładzie widać gołym okiem całkowitą przepaść dzielącą prymitywne i zacofane „usługi” rządowe od usług dostarczanych przez wolny rynek.

Na poziomie przychodni, jeśli tylko posiadamy w swoim regionie taką możliwość, warto przejrzeć ofertę poszczególnych placówek i wybrać tę, która najbardziej nam odpowiada. Np. sprawdzamy, czy w danej placówce pracuje najlepszy pediatra, stomatolog czy neurolog. Zmniejszy to dystans do specjalisty, co jest niezwykle ważne przy polityce ciągłego czekania. Zmiany przychodni można dokonywać dwa razy w roku. Niektóre placówki, chociaż są prywatne, mają umowy z NFZ, co znacząco wpływa (pozytywnie) na jakość obsługi.

Obecnie możemy korzystać z dodatkowego ubezpieczenia społecznego. Ta opcja wiąże się wprawdzie z płaceniem x2, jednak niesie ze sobą szereg korzyści. Szczególnie do młodych rodziców przemawiają korzyści z zakupu (wizyty domowe, szczepienia, badania i testy diagnostyczne, dostęp do poradni specjalistycznych). Takie ubezpieczenia są zazwyczaj oferowane przez towarzystwa ubezpieczeniowe pod nazwą polis zdrowotnych. Niektóre wymagają wcześniejszego przeprowadzenia badań stanu zdrowia, a inne posiadają wyznaczony okres karencji (klient płaci składki, a jeszcze nie jest objęty ochroną, wynikającą z dodatkowego ubezpieczenia). Polisy zdrowotne oferują m.in.: PZU, Warta, Aviva, Alianz, Axa, InterPolska, InterRisk, Tu Zdrowie (dawniej Medica Polska), Medicover Ubezpieczenia, Signal Iduna czy Uniqua.

Popularną alternatywą dla Publicznej Służby Zdrowia są także abonamenty lekarskie. Najczęściej oferowane są przez wyspecjalizowane podmioty, zwykle prywatne placówki opieki zdrowotnej. Zakres ochrony skupia się wokół specjalizacji danej placówki. Czasem obejmuje również opiekę ambulatoryjną. Wszystko jednak zależy od szczegółów oferty. Najpopularniejsze abonamenty lekarskie oferują: LUX MED, Medicover, SwissMed i Signum. Z ofert korzystają głównie korporacje, stąd największa dostępność w dużych miastach.

Podsumowując, można ułatwić sobie drogę do lekarza, w tym do specjalistycznej opieki - ale nie za darmo. Wciąż rosnący poziom usług i dbałość o dobro pacjenta w prywatnych placówkach medycznych są determinowane wysokokonkurencyjnym rynkiem. Co ciekawe, pacjenci często nie wiedzą, że leczą się w prywatnej placówce medycznej. Interesuje ich tylko nazwisko specjalisty, poziom obsługi i kontrakt z NFZ.

(Nie)pokonany monopolista

W ostatnich latach obserwujemy, jak małe i średnie firmy kurierskie walczą z monopolem Poczty Polskiej. Chroniona przez lobby rządowe, nie dopuszczała innych organizacji z branży chociażby do starania się o przejęcie któregokolwiek z segmentów działalności. Samo dostarczanie rent i emerytur to dla Poczty Polskiej ok. 250 milionów zysku rocznie. W grę wchodzą naprawdę spore sumy, dlatego nie dziwi fakt, że monopolista nie chce ustępować.

Potęga nagle runęła, gdy Poczta Polska straciła monopol na przesyłki sądowe. Latami zniechęcała klientów do swoich usług, którzy coraz chętniej poszukiwali alternatywnych ofert firm prywatnych. Poza polskimi, drobnymi kurierami, na rynku przesyłek ostro grają koncerny zagraniczne. Ich rozpoznawalność i wizerunek oparty na renomie kusi coraz większą liczbę konsumentów.

Drugą stroną medalu jest bardzo agresywna konkurencja wśród prywatnych przedsiębiorstw kurierskich. Niska cena psuje rynek, obniża płace i narzuca bardzo wysokie tempo rozwoju. Niejednokrotnie firmy kurierskie mają „zadyszkę finansową”, próbując utrzymać się na rynku.

Konkurenci Poczty Polskiej, chociaż znacznie mniejsi, z determinacją walczą o pozycję na rynku. Ich podstawową bronią jest oczywiście jakość obsługi. Błyskawiczne dostawy, wygoda zamawiania kuriera do domu, opcja śledzenia paczki, niskie ceny, cyfryzacja etykiet (kody kreskowe), miły kontakt - to wybrane działania konkurencji, które monopolista próbuje (dość nieporadnie?) wdrożyć na swoim podwórku. Jeśli klient zyska nową jakość - w porządku. Przecież w małych gminach miejskich i wiejskich Poczta Polska to nierzadko jedyna możliwość.

Zmiana z głową

W Polsce istnieje szereg innych, zmonopolizowanych sektorów, w których konsumenci borykają się z wątpliwą jakością obsługi. Są to m.in.: branża zbrojeniowa (Polski Holding Obronny), sektor paliw i surowców (PKN Orlen, Lotos, KGHM i PGNiG), Polski Cukier (Krajowa Spółka Cukrowa), wodociągi, gazownictwo czy kolej (Grupa PKP). Niektórzy monopoliści powoli jednak tracą swoją pozycję na rynku, ponieważ mniejsi, na pozór słabi gracze, niestrudzenie opanowują branżę dostarczając Polakom dużo lepsze usługi za wielokrotnie niższe stawki. Jak widać na przykładzie gigantów, warto szukać alternatywnych ofert. Wraz ze zmianą, można często zaoszczędzić czas i pieniądze, spotkać się z miłą obsługą i nowoczesnymi rozwiązaniami. Dla wielu osób, które doświadczyły skandalicznego zachowania ze strony monopolistów, zmiana to tylko kwestia czasu.

Zanim jednak podejmiemy decyzję o przejściu do prywatnej firmy, należy dokładnie zapoznać się z warunkami umowy. W gronie biznesów, które rzeczywiście walczą w słusznej sprawie, niemal zawsze znajdą się podmioty zainteresowane wyłącznie zarobieniem na niewiedzy ludzi. Czytajmy uważnie umowy i nie bójmy się pytać. Nasze wymagania tylko podnoszą poziom usług. W efekcie - zyskują obie strony.

Zespół Portalu Konsumenta